Showing posts with label Israel. Show all posts
Showing posts with label Israel. Show all posts

Wednesday, 2 July 2014

KILLED JEWISH BOYS HAD NAMES AND IDENTITIES. KILLED PALESTINIAN TEENAGERS ARE JUST NUMBERS.


I am increasingly worried that the IDF (Israeli Defense Forces) hand in hand with settlers will wipe out Palestinians and Palestine from the map in the act of vengeance for a terrible act of kidnapping and killing of teenage Jeshiva students.

I hope that there are Israelis that will be able to stop this rise of violence before its too late. I realize it must be difficult to feel any compassion for Palestinians, for the 'other' when one is broken by pain. I am calling exclusively for Israelis because, contrary to the media broadcast, in this conflict it is the Israelis that have all cards in their hands. It is Israeli governement that needs to really want peace for peace to emerge.

Yes. I am very sorry for the death of teenage Jewish boys. It was an inhumane act.

I am equally sorry for the death of Palestinian boys in the 'search' operation and the latest Palestinian victim killed in the likely act of revenge. It was also inhumane.

And I am increasingly upset that once again Israeli lives seem to be worth more than Palestinian lives.

In case of Jewish boys that went missing and found dead - I could learn their names and their stories, the condolences and condemnation were sent from the entire world, the burial ceremony transmitted live in most important media outlets. It had been news number #1 for the past few days.

Nobody reported the side story: that settlers in Hebron and South Hebron Hills, where the boys were abducted, are the most violent groups in the West Bank and that illegal Jewish settlements installed in the heart of Palestinian city make every day lives of Palestinians in Hebron - a hell on earth, that settleres of South Hebron Hills confiscate Palestinian land, attack Palestinian kids daily, that Palestinian villages of South Hebron Hills, in the area where kindapping took place, have been converted into 'firing zone' - the army camp for Israeli army. No, this does not legitimize the horrendous murder. But it adds an important context that helps to understand.

Hamas was to blame immediately. Perhaps it is the case, but Israel failed to present any proofs for that. Nevertheless Israel 'preventively' bombarded Gaza and blown up the houses of the 'suspects' - made a hell out of already hellish life of millions of Palestinians. For a democratic state it is illegal to use collective punishment. It is illegal to punish for a most horrendous crime without a trial. For a human being it is inhumane to punish those who are not guilty. 

In case of Palestinians that were killed in the 'search' operation ... we never learned their names,  their remained just numbers, without faces, there remained just 'casualties'  - a 'side - product' of the 'legitimate' search in which Israeli army literally razed Palestinian cities and arrested hundreds of Palestinians. 


This morning a Palestinian boy (17 was abducted from Palestinian Jerusalem neighborhood of Beit Hanina (surrounded by settlements). His name was Mohammad Abu Khdair. He was kidnapped, brutally murdered and left in West Jerusalem forest.

Israeli authorities ask all sides to 'wait' and warn against jumping to conclusions until it is proven that it was act of revange.

Let's wait. And hope it will not be too late.


Wednesday, 12 June 2013

Dispelling Israeli media’s stereotypes about Poland in the Holocaust - my letter published in Haaretz


The coverage by Israeli journalists of Poland's commemoration of the 70th anniversary of the Warsaw Ghetto Uprising gives no suggestion of the deep and reflexive context of contemporary Polish engagement with the tragedy of Polish Jews

Polska wersja artykułu p.t. "Czy da się inaczej myśleć o Polsce?" pojawiła się na stronach Instytutu Obywatelskiego tutaj

Relację na temat tekstu w Gazecie Wyborczej można przeczytać tutaj

Wednesday, 23 January 2013

Izrael po wyborach. Ze wstrząsami, ale na prawo


Tak jak się spodziewano, Netanyahu wybory wygrał, ale wychodzi z nich mocno osłabiony. Jego blok Likud - Nasz dom zdobył wprawdzie najwięcej mandatów w Knesecie i będzie próbował utworzyć koalicję z ultra-ortodoksami oraz popieranym przez osadników radykalnym Domem Żydowskim. Pojawia się jednak kłopot, którego Bibi nie brał pod uwagę w najgorszych snach - mandaty wszystkich prawicowych partii to za mało, żeby utworzyć stabilną koalicję.

Izraelski Palikot języczkiem uwagi

Monday, 21 January 2013

Dzisiaj wybory w Izraelu. Trzy powody, dla których warto je śledzić.

Księżyc nad checkpointem w Qalandii. Okupacja - temat nieobecny w kampanii wyborczej. Photo by Keryn Banks
Dziś odbywają się kolejne Knessetu, izraelskiego parlamentu, w których prawie na pewno zwycięży prawicowa koalicja pod przywództwem obecnie urzędującego premiera Izraela Benjamina Netanyahu - Likud - Nasz Dom Izrael. Jeśli tak się stanie, “Bibi” Netanyahu zostanie najdłużej urzędującym premierem Izraela po Ben Gurionie. Przypuszczalnie Likud - Nasz Dom wstąpi w koalicję powyborczą grupą Żydowski Dom, jeszcze bardziej prawicową grupą  niedawnego szefa kampanii Netanyahu. Ale to nie Netanyahu powinien przykuwać uwagę w tych wyborach, ale obecność i nieobecność pewnych tematów.


Thursday, 17 January 2013

Bab Al Shams. Historia zniknięcia.


Bab Al Shams było trochę jak nasze Szkalne Domy. W ubiegły piątek 250 Palestyńczyków zbudowało miasteczko namiotowe w pokojowym geście protestu przeciwko izraelskim planom budowy 4000 tysięcy domów na tym obszarze. Dla jasności, mówimy o obszarze należącym do Palestyny, po palestyńskiej stronie muru. Najpierw izraelska armia odgrodziła dostęp do miasteczka dziennikarzom, potem w środku nocy 500 żołnierzy wyrzuciło z namiotów jego mieszkańców aresztując kilku z nich. Dziś buldożery izraelskie zniszczyły pozostałe namioty. Armia dokonała eksmisji i zburzenia pomimo wyroku Sądu Najwyższego Izraela ‘zamrażającego’ plany wysiedlenia miasteczka. Tak wygląda ‘jedyna demokracja Bliskiego Wschodu’ w działaniu. 

Bab Al Shams było jak piękny sen. Pewnie dlatego nie mogło istnieć zbyt długo.

Miasteczko Bab Al Shams było jak sen, bo powstało w obszarze, na którym nie śni się Palestyńczykom budowanie domów. Nie dlatego, że ziemia nie należy do nich. Przeciwnie, miasteczko powstało, jak ustalił izraelski dziennik Haaretz, na ziemi należącej wyłącznie do Palestyńczyków, mieszkańców pobliskiego osiedla At Tur. Ale w Palestynie Palestyńczycy nie mogą budować na swojej ziemi.


Bab Al Shams było jak sen, bo choć na chwile odwracało zasady gry.

‘My synowie i córki Palestyny - pisali organizatorzy miasteczka - z każdego zakątka tej ziemi oznajmiamy powstanie Bab Al Shams. My ludzie bez pozwoleń od okupanta, bez pozwoleń od nikogo, siadamy tutaj dzisiaj, ponieważ to jest nasza ziemia i mamy prawo do zamieszkania na niej [...]
Przez dekady Izrael prowadził politykę faktów dokonanych na ziemi i społeczność międzynarodowa milczała w obliczu tych działań. Nadszedł czas na zmianę warunków gry i ustanowienie faktów dokonanych na ziemi - naszej ziemi’.
I rzeczywiście Bab Al Shams odwróciło zasady gry. A raczej przywracało normalne zasady, w których ludzie mają prawo budować na swojej ziemi w swoim kraju. Tymczasem od wielu lat każda choć najmniejsza struktura, która powstaje w obszarze C, czyli na 62% Zachodniego Brzegu pozostającego pod całkowitą kontrolą armii izralelskiej dostaje tzw. ‘demolition order’ - nakaz wyburzenia (zobacz krótki przewodnik po geografii okupacji). Tak było ze szkołą z opon i ziemi w beduińskiej wiosce Khan Al Ahmar, tak było z zagrodami dla zwierząt w Nabi Samwil i w setkach innych przypadków.

Friday, 12 October 2012

It’s Shabbat habibti, wszyscy jedziemy tym samym sherutem a ja tłumaczę Izraelczykom dlaczego ‘lubię tych strasznych Arabów’.

Begamon at Yosi's house. Favorite game
of Palestinians and Israelis.

W poniedziałek po południu wyruszam do Hadery na wieczorne przyjęcie Sukkot u Yosiego w Haderze (nadmorska miejscowość na północ od Tel Avivu, a Sukkot to żydowskie święto). Po drodze kupuję kwiaty dla Rachel, partnerki Yossiego. Odczuwam pewnego rodzaju przyjemność w kupowaniu kwiatów u arabskiego sprzedawcy na Salahadin we Wschodniej Jerozolimie dla kogoś kto ‘jest po drugiej stronie’. Właściwie to powinno być to normalne, ale w tym kraju (w tych krajach) przekraczanie granic kulturowych jest równie proste jak równie trudne.  Tak czy inaczej  wybieram różowe storczykowe kwiaty połączone z granatowym suszonym czymś w rodzaju lawendy (kwiaty będą ważne w dalszej części mojej opowieści).

Pan sprzedawca jest nieco zaskoczony tą kompozycją a już w szczegóności tym, że nie chcę żadnej ozdoby ani błyszczącego papieru. Jak ja to dowiozę w typ upale? - pomyśłałam. Hadera z perspektywy Jerozolimy brzmi jak inna galaktyka, choć to tylko sto kilometrów.  Czekają mnie przynajmniej trzy różne przesiadki. A do tego, Sukkot to żydowskie święto, więc kolejny raz w tym miesiącu nie działa transport publiczny. W teorii. A raczej jeżdżą tylko arabskie sheruty. I taksówki. Za specjalną cenę. Żydowskie święta oznaczają, że z palestyńscy taksówkarze z rozbrająjącą szczerością za każdym razem mówią : it’s Shabbat habibti! 45 Shekels. Mimo, że normalnie jest 30.  Choć czasem Żydzi przydają się do czegoś Palestyńczykom.

Tuesday, 9 October 2012

Good morning Qalandia


It’s 3:50AM when my alarm clock goes off and I feel terrible. Some 20 minutes later Luc and I set off for Qalandia to the sounds of the first muezzin call for prayer this day. As we reach the checkpoint we already see 3 rows of around 20 men praying at the exit of the terminal. They never pray before the entrance, they want to leave the praying after they had left behind hassle of passing through the checkpoint.

I go to the Ramallah side of the terminal. Luc will stay on Qualandia side to count people who crossed. This early in the morning this whole experience makes me sick. The terminal is empty, cold and quite scary. Its still minutes before the sunrise, so the air is still humid and smells of urine coming from the corners of the terminal. 


On the other side, I slowly adjust to the checkpoint reality. There will be more and more people coming in with every minute. I have my little morning routines at Qalandia. I greet the bejgala and zatar seller and do the first round to check how many ID boots are open. At this point of day I have a ritual conversation with one of the sherut drivers. Married? - Yes. Children? - No. Why no children? Than I lift my hands to heaven - Insallah - I say. Where are you from? Bulanda! Bulanda expensive? (always!) Hmm, I don’t know, it depends. How much chicken? - he never gives up. The whole chicken? - Yes. I don’t know about the whole chicken. One kilo of chicken is around 25 shekels.  Cheaper than Palestine - he always exclaims at that point!