Showing posts with label Palestyna. Show all posts
Showing posts with label Palestyna. Show all posts

Friday, 7 August 2015

Obwiniając Ofiarę. Polemika z Dawidem Warszawskim


W 1988 roku Edward Said i Christopher Hitchens wydali książkę "Obwiniając ofiary". Pokazywali w niej mechanizmy przedstawiania wieloletniego konfliktu izraelsko-palestyńskiego w zachodnich mediach i literaturze naukowej, które doprowadziły do tego, że Palestyńczycy - naród przegrany, wygnany z większej części swojej historycznej ojczyzny i okupowany w jej reszcie - stał się dyskursywną ikoną "złego" i "sprawcy". Felieton Dawida Warszawskiego "Rezolucja nie w porę" (z cyklu "Prognoza pogody", "Gazeta Wyborcza" z 26 listopada) jest doskonałym przykładem takiego mechanizmu - obarczania Palestyńczyków odpowiedzialnością za nie swoją winę. 

Tekst został opublikowany w Gazecie Wyborczej 3.12.2014. 

Warszawski komentuje tymczasową decyzję Parlamentu Europejskiego o odroczeniu decyzji o uznaniu państwa Palestyna w granicach z 1967 roku, powtarzając za rządem Benjamina Netanjahu, że taka deklaracja wywierałaby niepotrzebną presję na Izrael i wzmacniałaby palestyńskich przeciwników kompromisu. Wprawdzie autor zauważa, że rozmowy pokojowe zostały zerwane z winy samego Izraela, woli jednak pominąć ten kluczowy wątek w dalszej części wywodu i forsować inną tezę. A wyjściowa teza Warszawskiego brzmi tak: międzynarodowe wsparcie dla powstania niezależnego państwa palestyńskiego wzmacnia przeciwników pokoju wśród Palestyńczyków. Nawiązując do ostatnich zamachów w Jerozolimie, w wyniku których zginęli izraelscy cywile, dodaje, że "jeśli mordercy uznają, iż świat stoi po ich stronie, to żadne rozmowy niczego już nie zmienią". 

Nie rozumiem, jak można martwić się, że polityka europejska mogłaby "zachęcać" terrorystów do działania, a jednocześnie ignorować w całej rozciągłości "zachęty", które na co dzień fundują Palestyńczykom władze izraelskie? 

Autor powołuje się na wzrost radykalnych nastrojów wśród części palestyńskiego społeczeństwa, nie wspominając nawet o ich przyczynach, które są kluczem do zrozumienia niedawnych aktów przemocy. Pomija politykę brutalnego "dokręcania śruby" wobec Palestyńczyków, z którą mamy do czynienia w ostatnich miesiącach na okupowanych terytoriach palestyńskich; inwazję w Gazie i wzmożoną politykę represji i stosowania kolektywnych kar na Zachodnim Brzegu i w Jerozolimie. 

Jerozolima - miasto dyskryminacji i rosnących represji 

Palestyńczycy z cierpliwością obserwują, jak Jerozolima Wschodnia jest kolonizowana przez osiedla izraelskie, a ich własna egzystencja stale podważana przez politykę przymusowych wysiedleń, burzenie domów lub przejmowanie ich przez żydowskich osadników - jak w przypadku Starego Miasta, Silwanu czy Sheikh Jarrah. Pomimo tych dyskryminacyjnych polityk Jerozolima, nawet w czasie II Intifady, była miejscem w miarę spokojnym. Palestyńczycy i Izraelczycy żyli tu od lat razem - może nie ze sobą, ale obok siebie. 

Od czasu czerwcowych wydarzeń związanych z zabiciem trzech izraelskich chłopców pod Hebronem i spaleniem żywcem palestyńskiego nastolatka w Jerozolimie Palestyńczycy stali się ofiarami nagminnych aktów przemocy i nienawiści rasowej ze strony izraelskich cywilów. Przez ulice przewinęły się demonstracje pod hasłami: "Śmierć Arabom"; niektóre sklepy informują: "Tu nie sprzedajemy Arabom"; często zdarzają się brutalne fizyczne i werbalne ataki. Arabskie dzielnice, w tym szkoły palestyńskie, zostały kilkakrotnie zalane śmierdzącą substancją przypominającą ścieki i utrzymującą trudny do zniesienia zapach przez wiele tygodni. Wielokrotnie przerwano dostawy wody do wschodnich części miasta. 

Tym działaniom towarzyszą wzmożone represje wobec palestyńskiej ludności ze strony armii izraelskiej. Od czasu czerwcowych morderstw w Jerozolimie aresztowano 1300 Palestyńczyków, w tym prawie 500 dzieci, ponad 1600 zostało rannych (dla porównania w całym 2013 roku - 312), a jedno dziecko zabite w drodze po chleb. Palestyńskie demonstracje były wielokrotnie brutalnie tłumione, często z użyciem nieproporcjonalnej siły. Niedawno izraelski rząd zatwierdził prawo stanowiące, że Palestyńczycy przyłapani podczas demonstracji na rzucaniu kamieniami mogą zostać pozbawieni wolności nawet na 20 lat*. 

Al Aqsa, czyli czerwona linia 

Kroplą goryczy, która popchnęła zamachowców do działania, było październikowe kilkakrotne zamknięcie dostępu do meczetu Al Aqsa dla muzułmanów, odczytane przez Palestyńczyków jako kolejna prowokacja strony izraelskiej. 

Al Aqsa, trzecie co do świętości miejsce w muzułmańskim świecie, jest traktowane jako jeden z ostatnich bastionów w mieście, gdzie Palestyńczycy mogą się czuć "u siebie". Kilka tygodni temu również ta możliwość została im odebrana przez grupę prawicowych żydowskich aktywistów, którzy demonstracyjnie wtargnęli na Wzgórze Świątynne, doprowadzając do zamknięcia go dla muzułmanów. 

Historia konfliktu palestyńsko-izraelskiego uczy, że Palestyńczycy dokonują desperackich aktów przemocy nie wtedy, kiedy wierzą, że wolność jest blisko, lecz wtedy, kiedy tracą wiarę w to, że kiedykolwiek będą wolni. Izraelski dziennikarz Gideon Levy, komentując pierwsze zamachy na izraelskich cywili, na łamach dziennika "Haaretz" (23 października) pisał, że biorąc pod uwagę represje wobec Palestyńczyków w Jerozolimie, którą nazywa "Pretorią Izraela" i "stolicą apartheidu", nikt nie powinien się dziwić skrajnym aktom przemocy i - niestety - spodziewać się ich więcej w najbliższej przyszłości. 

Nic nie usprawiedliwia śmierci ludności cywilnej - ale, żeby ta reguła nie stała się pustym sloganem, musi dotyczyć wszystkich ludzi w równym stopniu. Powinna więc działać zarówno wobec niewinnych Izraelczyków, którzy zginęli w wyniku zamachów, jak i niewinnych Palestyńczyków, którzy giną w wyniku bezkarnych działań osadników lub armii izraelskiej. 

Radykalizm w głównym nurcie polityki izraelskiej 

Warszawski pisze, że „ze świecą by szukać palestyńskiego odpowiednika prezydenta Rivlina, który potępił swoje społeczeństwo »chore na rasizm «”. 

Szkoda, że nie dodaje, iż rasizm został na dniach usankcjonowany przez gabinet Netanjahu jako oficjalna doktryna państwowa w tzw. ustawie o Żydowskim Państwie Narodowym. Mówi ona, że Izrael jest państwem wyłącznie Żydów i że nieżydowscy obywatele mogą tam jedynie mieszkać. Zarówno prezydent Rivlin, jak i były prezydent Peres oraz część posłów do parlamentu i członków rządu wskazują, że przyjęcie jej przez Kneset podważyłoby demokratyczne fundamenty Izraela i usankcjonowało pozycję 20-proc. mniejszości palestyńskiej jako - de iure - obywateli drugiej kategorii. 

Odroczona (zapewne będzie przyjęta w najbliższym czasie) uchwała Parlamentu Europejskiego o uznaniu palestyńskich aspiracji narodowych jest najbardziej delikatnym rodzajem wyrażenia narastającej frustracji państw europejskich wobec coraz bardziej radykalnej polityki izraelskiej. Gdybym miała krytykować UE, to nie za to, że debatuje o rezolucji w sprawie uznania Palestyny "za wcześnie", ale raczej, że czyni to "za późno". I robi "za mało", by przeciwstawić się izraelskiej ekspansji na terenach, które sama uznaje za miejsce przyszłego państwa palestyńskiego. 

Chciałabym, żeby Dawid Warszawski, przynajmniej w takim stopniu martwił się o ekstremistów izraelskich, jak martwi się o ekstremistów palestyńskich, pisząc o wzroście radykalnych nastrojów w społeczeństwie palestyńskim. Bo to ci pierwsi w dużym stopniu wyznaczają dziś politykę "głównego nurtu" w Izraelu. A to Izrael, jak dotąd, trzyma klucze zarówno do wojny, jak i do pokoju z Palestyńczykami. 

Wednesday, 23 January 2013

Izrael po wyborach. Ze wstrząsami, ale na prawo


Tak jak się spodziewano, Netanyahu wybory wygrał, ale wychodzi z nich mocno osłabiony. Jego blok Likud - Nasz dom zdobył wprawdzie najwięcej mandatów w Knesecie i będzie próbował utworzyć koalicję z ultra-ortodoksami oraz popieranym przez osadników radykalnym Domem Żydowskim. Pojawia się jednak kłopot, którego Bibi nie brał pod uwagę w najgorszych snach - mandaty wszystkich prawicowych partii to za mało, żeby utworzyć stabilną koalicję.

Izraelski Palikot języczkiem uwagi

Monday, 21 January 2013

Dzisiaj wybory w Izraelu. Trzy powody, dla których warto je śledzić.

Księżyc nad checkpointem w Qalandii. Okupacja - temat nieobecny w kampanii wyborczej. Photo by Keryn Banks
Dziś odbywają się kolejne Knessetu, izraelskiego parlamentu, w których prawie na pewno zwycięży prawicowa koalicja pod przywództwem obecnie urzędującego premiera Izraela Benjamina Netanyahu - Likud - Nasz Dom Izrael. Jeśli tak się stanie, “Bibi” Netanyahu zostanie najdłużej urzędującym premierem Izraela po Ben Gurionie. Przypuszczalnie Likud - Nasz Dom wstąpi w koalicję powyborczą grupą Żydowski Dom, jeszcze bardziej prawicową grupą  niedawnego szefa kampanii Netanyahu. Ale to nie Netanyahu powinien przykuwać uwagę w tych wyborach, ale obecność i nieobecność pewnych tematów.


Thursday, 17 January 2013

Bab Al Shams. Historia zniknięcia.


Bab Al Shams było trochę jak nasze Szkalne Domy. W ubiegły piątek 250 Palestyńczyków zbudowało miasteczko namiotowe w pokojowym geście protestu przeciwko izraelskim planom budowy 4000 tysięcy domów na tym obszarze. Dla jasności, mówimy o obszarze należącym do Palestyny, po palestyńskiej stronie muru. Najpierw izraelska armia odgrodziła dostęp do miasteczka dziennikarzom, potem w środku nocy 500 żołnierzy wyrzuciło z namiotów jego mieszkańców aresztując kilku z nich. Dziś buldożery izraelskie zniszczyły pozostałe namioty. Armia dokonała eksmisji i zburzenia pomimo wyroku Sądu Najwyższego Izraela ‘zamrażającego’ plany wysiedlenia miasteczka. Tak wygląda ‘jedyna demokracja Bliskiego Wschodu’ w działaniu. 

Bab Al Shams było jak piękny sen. Pewnie dlatego nie mogło istnieć zbyt długo.

Miasteczko Bab Al Shams było jak sen, bo powstało w obszarze, na którym nie śni się Palestyńczykom budowanie domów. Nie dlatego, że ziemia nie należy do nich. Przeciwnie, miasteczko powstało, jak ustalił izraelski dziennik Haaretz, na ziemi należącej wyłącznie do Palestyńczyków, mieszkańców pobliskiego osiedla At Tur. Ale w Palestynie Palestyńczycy nie mogą budować na swojej ziemi.


Bab Al Shams było jak sen, bo choć na chwile odwracało zasady gry.

‘My synowie i córki Palestyny - pisali organizatorzy miasteczka - z każdego zakątka tej ziemi oznajmiamy powstanie Bab Al Shams. My ludzie bez pozwoleń od okupanta, bez pozwoleń od nikogo, siadamy tutaj dzisiaj, ponieważ to jest nasza ziemia i mamy prawo do zamieszkania na niej [...]
Przez dekady Izrael prowadził politykę faktów dokonanych na ziemi i społeczność międzynarodowa milczała w obliczu tych działań. Nadszedł czas na zmianę warunków gry i ustanowienie faktów dokonanych na ziemi - naszej ziemi’.
I rzeczywiście Bab Al Shams odwróciło zasady gry. A raczej przywracało normalne zasady, w których ludzie mają prawo budować na swojej ziemi w swoim kraju. Tymczasem od wielu lat każda choć najmniejsza struktura, która powstaje w obszarze C, czyli na 62% Zachodniego Brzegu pozostającego pod całkowitą kontrolą armii izralelskiej dostaje tzw. ‘demolition order’ - nakaz wyburzenia (zobacz krótki przewodnik po geografii okupacji). Tak było ze szkołą z opon i ziemi w beduińskiej wiosce Khan Al Ahmar, tak było z zagrodami dla zwierząt w Nabi Samwil i w setkach innych przypadków.